Ericka & TK
Małżeństwo 13 miesięcy, obecnie mieszkający w Fredericksburg, VA.

(Jak opowiada Ericka) Nasza historia zaczyna się w 2006 roku, kiedy byłam świeżo upieczoną studentką na Uniwersytecie Howarda. Moja siostra bliźniaczka i ja musiałyśmy potwierdzić nasze plany mieszkaniowe i odwiedziłyśmy Biuro Życia Mieszkaniowego, gdzie po raz pierwszy zobaczyłam TK. Pierwszą rzeczą, na którą zwróciłam uwagę, oprócz jego spojrzenia, były jego dołeczki. Wow, jest słodki – pomyślałam. 

Nasze gapienie się musiało być zauważalne, ponieważ administrator w pokoju powiedział do mnie: „Nawet nie zawracaj sobie głowy… on jest tylko kłopotem”. Po tym spotkaniu widywaliśmy się na kampusie i w akademikach, ale zdecydowanie trzymałem się na dystans. 

Dwa lata później mieliśmy kolejne spotkanie i nie było ono przyjemne. Moja siostra i ja byłyśmy obie RAs, a ona pracowała na recepcji akademika, kiedy TK próbował wejść do akademika bez pokazania swojego ID. (Był asystentem mieszkańca budynku rok wcześniej.) Moja siostra nie miała tego i wywiązała się kłótnia. Tak się złożyło, że zszedłem na dół w tym samym czasie i widząc kłótnię mojej siostry, zacząłem się kłócić z TK. Dyrektor wspólnoty przyszedł i przerwał kłótnię, ale to nie był ostatni raz, kiedy widziałem TK. 

Następnego dnia otrzymałem wiadomość od dyrektora wspólnoty, że mam się spotkać w jego biurze. Mimo, że domyśliłem się, że chodzi o incydent z poprzedniego dnia, ku mojemu przerażeniu wszedłem do biura i zobaczyłem siedzącego tam TK. Zdając sobie sprawę z tego, że jest to pewnego rodzaju napinanie się, pozwoliłem dyrektorowi wspólnoty na małą pogawędkę, nie nawiązując kontaktu wzrokowego z TK. Kiedy dyrektor skończył, po prostu zapytałem czy to wszystko, wstałem, nawet nie patrząc w kierunku TK i wyszedłem. Nie chciałem dać mu nawet najmniejszej satysfakcji poprzez nawiązanie z nim kontaktu wzrokowego. (Dopiero po oświadczynach TK powiedział mi, że poprosił dyrektora wspólnoty o wezwanie mnie specjalnie, żeby mógł mnie oficjalnie poznać).

Mijają cztery lata. Pewnego dnia, gdy byłem na Facebooku, dostałem „szturchańca” od TK. Odpowiadam, że chyba przypadkowo mnie szturchnąłeś. Nie lubimy się, pamiętasz? On odpisuje: Nie, szturchnąłem cię celowo. Wiem dokładnie kim jesteś … i nigdy nie powiedziałem, że cię nie lubię.

Od tego momentu, swobodnie randkowaliśmy i zdałam sobie sprawę, że nie był taki zły. Był właściwie słodki, ale planował wyjechać na szkolenie, zanim został wysłany. Nie miałem żadnego interesu w randki kogoś w wojsku ze względu na prawdopodobieństwo ciągłych relokacji i utrzymanie związku na odległość. Postanowiliśmy zakończyć sprawy i pozostać przyjaciółmi. TK zawsze sprawdzał, co u mnie słychać i zapraszał mnie tam, gdzie stacjonował, ale nigdy nie byłam zobowiązana. Po powrocie z misji, dał mi znać, że chce zacząć poważnie umawiać się na randki. Ja, niestety, byłam wtedy w innym związku. Jego odpowiedź: W porządku. Mogę poczekać. To tylko kwestia czasu.

Nasze drogi się rozeszły. Ja przeprowadziłam się do Nowego Jorku, on miał dziecko. Ale on zawsze pozostawał w kontakcie. Jesienią 2017 roku sięgnął ponownie, a tym razem coś wydawało się inne. Był bardzo celowy. Dał jasno do zrozumienia, że widział mnie jako swoją „Claire Huxtable” i nie pozwolił mi uciec. Do marca 2018 roku poprosił moich rodziców o moją rękę na małżeństwo, a do sierpnia byliśmy zaręczeni.